Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wdm i limonka - rozmówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wdm i limonka - rozmówki. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2011

167. wąskie siedziska.


                Parę dni temu, gdy podczas dni otwartych odwiedziliśmy z Waldkiem PGE Arenę, rzuciło mi się w oczy, że krzesełka na stadionie są... wąskie. Naprawdę wąskie, a osoba z szeroką pupą, cóż... powiedzmy, nie będzie miała zbyt wygodnie. A osoba z olbrzymim tyłkiem na krzesełku się zwyczajnie nie zmieści.  Wypadałoby w takim razie zadać pytanie, czy otyli powinni słusznie oburzać się w tej sytuacji, tak jak w samolotach, gdy muszą płacić za podwójne miejsce? A co z tramwajami, autobusami, kinami i teatrami?
                Zastanówmy się...

Opinia wdm: Wymiary siedzenia to zwykle połowa problemu. Osoby z nadwagą są raczej ogólnie szersze. Ramiona, brzuch, szerzej „rozkraczają” nogi itp. No i chcąc nie chcąc, wchodzą jakby w przestrzeń osób siedzących po obu ich stronach. Z jednej strony to śmieszne, ale z drugiej, dla „dużych” ludzi trochę przykre, gdy np. podłokietniki w kinach (pojedyncze) czy teatrach są całkowicie zajęte przez osobę o ponadprzeciętnych wymiarach. Jest to krępujące zarówno dla nich, jak i ich sąsiadów, którym w takich przypadkach brakuje miejsca. Na stadionach dochodzi do tego często wstawanie i podskakiwanie, co skutkuje ewentualnymi kolizjami z innymi kibicami. Emocje związane z widowiskiem sportowym, ale i samym dyskomfortem związanym z brakiem miejsca mogą być co najmniej nieprzyjemne. A w środkach komunikacji jest ogólnie ciasno dla osób z nadwagą, ciężko jest przejść. Wywołuje to  zakłopotanie i nie jest miłe. Mam wrażenie, że otyli najczęściej szukają miejsc pojedynczych, bez sąsiada, gdzie mogą zająć ”większą przestrzeń”. Moim zdaniem siedzenia nie powinne być szersze, bo aktualne wymiary są dostosowane do „normalnych” wymiarów ludzi, ale i samych szerokości wnętrz środków komunikacji. Ciężko jest podchodzić do tego tematu, bo wychodziłoby na to, że dla grupy otyłych wypadałoby poszerzać wszystkie siedzenia. Są to koszty, a  w dodatku siłą rzeczy doprowadziłoby to do zmniejszenia się ilości miejsc zarówno siedzących, jak i stojących (tramwaj, autobus, metro, trolejbus), a z drugiej strony byłoby to akceptacją otyłości jako takiej. Biorąc to pod uwagę możnaby na przykład stworzyć wydzielone, czy specjalne miejsca, takie jak dla matki z dzieckiem albo dla niepełnosprawnych, tylko że nie wiadomo, czy miałoby to się wiązać już z traktowaniem osób otyłych jak osoby specjalnej troski, obdarzone przywilejami. Czym innym osoby otyłe z powodów chorobowych (mam na myśli naprawdę ciężkie choroby i leki, które w zupełności uniemożliwiają kontrolę wagi), a czym innym osoby, które tyją, bo zwyczajnie nie dbają o siebie i uważają swój stan za coś normalnego.

Opinia limonki:  Pamiętam, że gdy wchodziłam w autobusie w drodze na zajęcia, starałam się wybrać takie miejsce, by nie było widać mojego zwisającego z krzesła tyłka. Siadałam zwykle przy oknie (jeśli było to podwójne miejsce), lub na pojedynczym krzesełku i przysuwałam się możliwie najbliżej do szyby. Siadanie obok kogoś, kto był zdecydowanie szczuplejszy ode mnie było krępujące, ponieważ miałam wrażenie, że wszyscy patrzą na nas i porównują. Lubiłam też w Ikarusie stawać „na kole”, a w solarisach tam, gdzie zwykle jest miejsce dla matek z dziećmi. Nie lubiłam też chodzić do teatru z racji wąskich krzesełek i niewielkiej odległości między kolejnym rzędem. Duży tyłek i długie nogi sprawiały, że było mi okropnie niewygodnie. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że z racji mojej otyłości miałabym urządzać komuś awantury o zbyt małe siedziska, czy krzesła, które wydawały mi się zbyt delikatne jak na moją tuszę. To nie one były złe, tylko ja za duża, z mojej własnej winy. Przystosowywanie czegokolwiek dla wygody osób otyłych wydaje mi się przesadą. Równie dobrze osoby o zbyt dużych i odstających uszach mogłyby żądać zaprojektowania czapek specjalnie dla nich. To porównanie przesadzone, ale celowo – by przedstawić bezsensowność tych teorii. Teraz się odmieniło... Kiedyś nie lubiłam siadać obok osób szczupłych, teraz nie lubię siadać obok osób grubych. Jakoś tak się cisnę, brak mi miejsca, czuję się stłamszona i jak w pułapce. Znalazłam się na miejscu osób, które odczuwały dokładnie to samo, gdy to ja siadałam obok nich i to  ja byłam TĄ GRUBĄ. Już wiem, jak to jest. Jeśli chodzi o wspomniane już krzesełka stadionowe... ich szerokość to średnio 42 centymetry. Mając 104 cm w biodrach mieszczę się w nich bez problemu, choć nie ukrywam, że mogłyby być szersze o 3-4 centymetry. Tylko że jak wspomniał Waldek, oznacza to zmniejszenie ilości siedzeń na stadionie. Stworzenie specjalnej strefy też nie jest rozwiązaniem, bo trąci gettem. Wniosek? Wyciągnijcie sami.


źródło: podroze.gazeta.pl 

Zapraszam ponownie na Zieloną Cytrynę!! Dziś dyskusja o kanonie lektur szkolnych :))))))

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

165. wdm & limonka - rozmówki, cz. I


     Mężczyznom jest łatwiej. Wiecie, z nadbagażem. O grubszym mężczyźnie mówi się: postawny. Potężny. Dobrze zbudowany. Kobieta natomiast zawsze będzie GRUBA. W pierwszej części naszej rozmowy postanowiliśmy rozprawić się z tym stereotypem. Oboje mamy doświadczenie w byciu plus-size, tak więc mogliśmy skonfrontować nasze poglądy w różnych kwestiach. Stąd dyskusja, która koniec końców przybrała zupełnie inny kierunek...

                Limonka: Pozwolisz, że zacznę? Wam jest łatwiej kupować ubrania, gdy jesteście otyli.

                Wdm: Wcale nie łatwiej. Mężczyznom ogólnie jest trudniej kupować ciuchy, tyle że faceci w razie utraty kontroli nad wymiarami, częściej uciekają się do chodzenia w dresach.

                Ja te dresy to tak średnio widzę. Częściej zdarza mi się obserwować potężnych panów w dżinsach zapiętych ciasno pod brzuchem, tuż nad klejnotami...

                No właśnie. A na to wypuszczona koszulka i już facet wygląda na potężnego, a nie grubego. Ale jak zwrócisz uwagę na facetów, którzy nie mają ciuchów dobranych do tuszy, często zobaczysz panóww wyglądających jak kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, albo jak źli ojcowie, którzy połknęli dzieciom piłkę do kosza.

                Dobrze, panie mądry.  A w czym Ty chodziłeś, gdy doskwierało Ci sadełko?

                Cóż, różnego rodzaju dresy, sportowe spodnie na sznurku lub gumce, do tego bluza bez ściągacza w pasie i dało się wytrzymać. Chociaż kiedy kładłem się na boku, a obok mnie miejsce na łóżku zajmował jeszcze mój brzuch, nie bardzo mi się to podobało. Brzuch u faceta zawsze źle mi się kojarzył. I tak naprawdę to był chyba u mnie główny powod rozpoczęcia walki z nadwagą i wzięcie się za siebie.
  
                No dobra, ale nie byłeś gruby z własnej woli, tylko przez chorobę.

                Dla mnie takie gadanie to uciekanie od odpowiedzialności. Czy ktoś mi wykręcał ręce? Pierwszy skok mojej wagi miałem po urazie kręgosłupa. Z totalnie aktywnego chłopaka (treningi pięć, sześć razy w tygodniu, bieganie, dyskoteki itp.) stałem się leżąco-siedzącym półkaleką. Przyznaję, że w tamtym okresie zaniedbanie siebie najbardziej przypisuję psychice. Przecież nie potrzebowałem jeść więcej, a wprost przeciwnie, a mimo to jadłem właściwie z nudów i dla rozrywki.Co tylko wpadło do ręki. W ciągu roku przytyłem jakieś 20 kilogramów. Kiedy uświadomiłem sobie, że przecież przy urazie kręgosłupa dodatkowa waga była dodatkowym obciążeniem, a i ćwiczenia rehabilitacyjne przychodziły mi z większym trudem, zacząłem dostosowywać ilości i jakość posiłków do faktycznych potrzeb mojego organizmu. Wtedy właśnie zacząłem dużo ćwiczyć metodą Sicka, o której kiedyś pisałem na blogu. Dlatego nikt mi nie powie, że choroby całkowicie uniemożliwiają kontrolę swojej wagi.

     Ale gdy zachorowałeś na wrzody, znów przytyłeś...

                Jak zwykle skrajności są złe dla naszego organizmu. Wrzody były efektem kilkunastu godzin dziennie ciągłego siedzenia za kółkiem, nieregularnych posiłków, dużej ilości kawy z fusami (często nazywanej sypaną, zupełnie jakby rozpuszczalna była wlewana...),   fast foodów, no i papierosów.Nie bez powodu mówi się, że wrzody to choroba zawodowa kierowców. A dieta przy wrzodach, którą przepisał mi lekarz, oprócz wielu ograniczeń spośród większości spożywanych przeze mnie produktów, składała się najczęściej z leciutkich i łatwo przyswajalnych kleików, papek i tego typu rzeczy. Nie wiem, czy to z powodu psychiki, czy tych posiłków, ale czułem się wtedy cały czas głodny. Szybko się okazało, że zalecenia częstego jedzenia, ale nie wskazanie sensownych ilości , bo nikt wtedy na  to nie patrzył, znów zaowocowały tym, że waga  totalnie skoczyła.

                Ile wtedy ważyłeś?

                Ponad sto kilogramów, a mam 180 cm wzrostu i najlepiej czuję się przy wadze 78-82 kg. Teraz ważę 74 kilogramy.

                Więc teraz raczej już nie powiesz, że otyłość przeszkadza Ci w pracy, bo ani nie jesteś otyły, ani nie jeździsz. Jak sądzisz, jak to w ogóle z tym jest u mężczyzn? To znaczy, z pracą?

                Otyłość zwykle przeszkadza, obojętnie czy facetowi, czy kobiecie. Jeżeli mięśnie osiemdziesięcio-, czy dziewięćdziesięciokilogramowego faceta muszą dźwigać dodatkowe dwadzieścia, czy trzydzieści kilogramów, to normalną rzeczą jest, że odbija się to na kondycji, poceniu się, szybszym męczeniu i tak dalej. Krótko mówiąc – często na efektywności pracy. Poza tym wszyscy mówią tylko o wadze. Rzadko kto zwraca uwagę na wygodę ciała i stosunek masy mięśniowej do tkanki tłuszczowej, czy ogólnej masy ciała, a to są równie ważne rzeczy. W tej chwili ważę 74 kg, ale wcale nie jestem za chudy, tylko jest to efektem zmniejszenia się masy mięśniowej.

                Skupmy się jednak na ogólnych kwestiach. Czy twoim zdaniem otyłym mężczyznom łatwiej jest znaleźć pracę, niż otyłym kobietom?

                Chyba ogólnie mężczyznom łatwiej jest znaleźć pracę, bo mogą iść do fizycznej roboty i nikt nie patrzy na ich prezencję, czy na to, ile kilogramów nadwagi mają. Inną kwestią jest to, czy oni w ogóle w tej pracy dadzą sobie radę, czy po pięciu minuach spłyną potem.

                A jak widzi Ci się określanie otyłych mężczyzn w eufemistyczny sposób, a o kobietach mówienie wprost?

Myślę, że to ogólnie efekt naszej kultury i tego, że faceta niby  nie można obrażać, a kobiecie najczęściej ze względu na jej uzależnienie od mężczyzny to już można dowalić z grubej rury. Stereotypem jest duży facet i drobna, uległa mu kobieta. Uważam, że w dzisiejszych czasach mówienie o kimś w taki, a nie inny sposób, to jest tylko i wyłącznie wynik kultury osobistej każdego z nas. Zawoalowanie swojego wyglądu jakimiś tam eufemizmami, to czyste lenistwo, albo efekt górowania nad kimś.

Co chcesz przez to powiedzieć?

No bo wyobraź sobie dwie scenki. Pierwsza, wspomniana przez Ciebie kiedyś fajna, zgrabna sekretarka i jej otyły dyrektor. Czy uważasz, że ona, albo ktokolwiek z pracowników z oczywistych względów zawodowych ośmieli się powiedzieć dyrektorowi, lub o nim,  że się spasł, albo zaniedbał, albo że poci się jak prosiak w garniturze za parę tysięcy? Tak samo w rodzinie. Jeżeli facet jest osobą dominującą, a często utrzymującą rodzinę, rzadko która kobieta powie o nim, że jest gruby. Określi go jako potężnego, przysadzistego, albo przy kości, ale nie jako grubego. O obcych powiedzieć coś takiego wprost jest o wiele łatwiej.

Koniec części PIERWSZEJ.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...