 |
ozzienews.com |
Początek roku szkolnego skłonił mnie do refleksji. Gdy wczoraj spacerowałam z psem, w oczy rzuciła mi się dziewczynka wracająca chyba z rozpoczęcia roku, na oko jedenastoletnia. Z widoczną nadwagą… i lodem w ręce. Przypominała mnie samą sprzed lat, a ja pomyślałam, że naprawdę źle się dzieje. Nie jest to niestety tylko moja obserwacja – raport sieci badawczej Health Behaviour in School-aged Children ogłoszony w maju mówi, że polskie nastolatki należą do najgrubszych w Europie. Co więcej, co trzeci polski jedenastolatek ma nadwagę!
 |
beyondbigbones.co.pl |
I powiedzcie mi, proszę – czyja to wina? Bo chyba nie każdy z tych 30% nastolatków jest CHORY? To, że polskie nastolatki mają nadwagę, jest wyłącznie winą ich rodziców, czasami dziadków. Gdy pisałam o tym kilkanaście miesięcy temu i Onet polecił mój post na stronie głównej, spadły na mnie gromy. Że gówno wiem, że nie mam prawa się wypowiadać, że bredzę. Ale statystyki nie kłamią, ulice tym bardziej. Polskie nastolatki SĄ GRUBE. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej podstawówki i rozejrzeć się wokół. Wystarczy zerknąć na asortyment proponowany przez szkolne sklepiki. Ze swoich szkolnych czasów pamiętam słodkie szyszki z dmuchanego ryżu, stosy chrupek i chipsów, batony, słodkie bułki i gazowane napoje. O ile się nie mylę, pojawiały się tam od czasu do czasu zwykłe bułki z sałatą, szynką i warzywami, ale ich cena przekraczała równowartość dwóch paczek chipsów – totalne nieporozumienie. Wystarczy zresztą popatrzeć na dzieci na ulicach, gdy wracają z plecakami ze szkoły. Lody, cukierki, batony, chrupki – one naprawdę jedzą to bez przerwy. I teraz zastanawiam się, jak wiele z tych dzieciaków wyniosło te zwyczaje z domu? Jak wiele z nich zostało nauczonych zdrowego odżywiania? Czy jedzą pomidory? Ryby? Kasze? A może serwuje się im na obiad pizzę, spaghetti i kluchy, a w weekend zabiera do McDonaldsa lub KFC? Czy uczy się je zamiłowania do wysiłku fizycznego? Chodzi się z nimi na spacery, czy może na sobotnio-niedzielną przechadzkę do galerii handlowej?
 |
96.blog.com |
Pozwolę sobie zamieścić Wam to, co pod przedostatnim wpisem w komentarzu zacytowała moja ulubiona Charlie:
"W przedszkolu, w którym pracuję, przeprowadzono jakiś czas temu akcję "Zdrowy przedszkolak". Polega on na tym, że:
1. Następuje wprowadzenie do diety dzieci produktów pełnowartościowych, ciemnego pieczywa, zbilansowanej ilości warzyw i owoców, nie używamy żadnych sztucznych dodatków smakowych (w tym kostki rosołowe, ziarenka smaku), jogurty lub ciastka które dzieci dostają są robione na miejscu, podobnie jak soki, czy drobne przekąski. Itp, itd.
2. Każdego dnia w przedszkolu dzieci uczestniczą w lekkich ćwiczeniach ruchowych, dostosowanych do wieku i możliwości dzieci.
3. Nie podajemy dzieciom gazowanych napoi, kofeiny, syropów owocowych kupnych, lizaków, cukierków i innych słodyczy z dużą zawartością cukru, w zamian oferujemy duży wybór owoców i przekąsek słodkich i wytrawnych, przygotowywanych w przedszkolnej kuchni lub zakupionych w zaufanych sklepach z żywnością zdrową.
4. Nie podajemy produktów modyfikowanych.
I kilkanaście innych punktów.
Gdybym miała dziecko, naprawdę ucieszyłabym się, że mój skarb nie dostaje śmieciowego jedzenia. W dobie siedzenia przy komputerze i zażerania się fast foodami, coraz więcej dzieci już w wieku przedszkolnym ma nadwagę, czy nawet problemy zdrowotne spowodowane otyłością. Więc taka akcja mająca na celu zdrowe odżywianie i wypracowywanie zdrowych nawyków żywieniowych u dziecka, to super sprawa, nie? No, nie...
Od następnego miesiąca, kiedy przedszkole znów będzie otwarte, wchodzi program zdrowego żywienia. Znaczy to, że jeszcze nie zaczął się nawet jeden dzień pod patronatem akcji, a już mieliśmy zażalenie. Przyszła do nas Pani Matka. Tak, z dużych liter, to bardzo ważny tytuł. Pani Matka jest matką dziecka ze sporą nadwagą, wywołaną przez dziwny zwyczaj mamusi, wożącej czteroletnie dziecko w wózku na każdym dłuższym spacerze. Dziewczynka dostaje też do jedzenia ogromne porcje kanapek, smażonego kurczaka, sera w panierce itp., które matka pakuje jej do przedszkolnego plecaczka. Przypominam, że w przedszkolu mamy śniadania, obiady i podwieczorek, więc dokarmianie dziecka jest zbędne. Na początku, gdy jako trzylatka trafiła do nas, dziewczynka nie chciała w ogóle chodzić. Przekonałyśmy ją jednak do spacerów, a jej matkę, że córce nie grozi śmierć głodowa jeśli nie zapakuje jej do przedszkola kilograma mięsa i słodyczy. Mała powiedziała nawet, że bardzo jej smakuje to, co dostaje w przedszkolu -więc mały sukces. Niestety, za mały, bo matka zawsze czeka na córeczkę z zestawem z Happy Meal'a. Dzisiaj Pani Matka odwiedziła moje skromne progi, z miną męczennicy. I wyłożyła, co ją w duszę bodło:
- Pani, zrozum mnie. Moje dziecko maleje w oczach! Jeść już nie chce tak jak wcześniej, buntuje się, a ja jej same frykasy gotuję. Nie ruszy. Weźcie, nie możecie tak!
- Ale o co pani chodzi? - pytam.
- Bo wy jakieś dziwactwa gotujecie, nie można tak! Ja wiem, że wy myślicie, że to dobrze dla dziecka, ale to kłamstwa, bo oni chcą pieniędzy! (do teraz nie wiem kto). Dziecko musi być pulchne, a nie jakiś szkieletor.
- Program zakłada walkę z nadwagą u dzieci, a nie głodzenie ich, proszę pani. Dzieci będą dostawać pełnowartościowe jedzenie, bez sztucznych...
- Słuchaj!!! - wrzasnęła kobieta, nadymając się jak najeżka - Nie chcę, żeby moje dziecko jadło jakieś GÓWNO!
- No to bardzo mi przykro, nie odpowiadam za to, czym je pani karmi.
- Co?!
- Jeżeli ma pani jakieś zażalenia, proszę wysłać je na adres przedszkola. Do widzenia.
- Ale ona lubi kotleciki! Ma jeść schabowego, to jest zdrowe dla dzieci, nie rozumiesz? Studiowałam dietologię!
- Świetnie. Do widzenia.
I zatrzasnęłam drzwi. Argumenty nauk dietologii mogłyby okazać się dla mnie... niestrawne."
Nie wiem, czy ten tekst obrazuje rzeczywistą sytuację. To nieistotne. Faktem jest, że takie Panie Mamy są wśród nas.
opinia wdm1:
Dziwne, że postęp techniczny i wszelkie możliwości, które on nam daje, obracamy sami przeciwko sobie. Nie posiadając kilkudziesięciu kanałów w telewizji, gier komputerowych, komputerów, internetu, dzieci szukały aktywnej rozrywki i całymi dniami biegały na świeżym powietrzu. Ruszały się i przez zabawę czasami nawet nie pamiętały o jedzeniu. Kiedy mamy dostęp do technologii, zatracamy się w niej i zamiast w odpowiedni sposób czerpać z niej korzyści i wiedzę, najzwyczajniej w świecie "obżeramy się nią", co w konsekwencji nas niszczy. To paradoksalne, że w czasach, gdy na okrągło trąbi się o zdrowym żywieniu, coraz bardziej tyjemy, a nasze dzieci wraz z nami. Trudno powiedzieć, czy jest to wina innych, czy tak, jak to w jedzeniu bywa, wszystko zależy od każdego z osobna.